platforma blogowa portalu gazeta pomorska

Euro spoko!

Nie miałem nigdy wątpliwości, że moi rodacy kierują się intuicją. Kolejny dowód, to hymn biało-czerwonych na Euro. Mnie się bardzo podoba! Czytaj dalej…

Powiedz co to znaczy, gdy ktoś myśli inaczej?

Dałem się niedawno wkręcić (chyba niepotrzebnie?) w dyskurs o piłkarskiej młodzieży w regionie. Ot, o takich młodych i uzdolnionych piłkarsko wychowankach, którzy wkrótce mogliby zasilić pukającego do bram ekstraklasy Zawiszę.

Gość ze związkowego świecznika przekonywał mnie na wszelkie sposoby, że Kujawy i Pomorze, to kraina mlekiem i miodem płynąca. Jeżeli nie ma choćby jednego takiego kozaka w każdym z klubów figurujących w rejestrze Kujawsko-Pomorskiego ZPN, to roi się od nich w… Ośrodku Szkolenia Sportowego Młodzieży – klasy piłkarskie, funkcjonującym przy przy wspomnianym związku. Właśnie trwa nabór kolejnych roczników do klas gimnazjalnych i liceum.

Stawiam dolary przeciw orzechom, by dowieść, że ta “futbolowa akademia” przez ponad dekadę nie wychowała żadnego godnego uwagi zawodnika. Łatwo to zresztą sprawdzić, przyglądając się  kadrom klubów ekstraklasy (wyjątek - Kamil Kamiński z Unii S. Kujawski, który przybył via OSSM i Opalenicę do Legii) i pierwszej ligi. Dla mnie przynajmniej, funkcjonowanie OSSM to wyrzucone w błoto dziesiątki milionów złotych. Prawda jest bowiem taka, że piłkarski narybek wychowuje się wyłącznie w oparciu o kluby. Tak przynajmniej wygląda to w najsłynniejszych Akademiach Ajaxu, Barcelony, a u nas np. w białostockiej Jagiellonii, gdzie trener Karalus produkuje przyszłych ligowców.

A skąd wzięła się ta moja polemika z interlokutorem? Stąd mianowicie, że całkiem niedawno reprezentacja Polski U -17 wywalczyła awans do najlepszej ósemki w Europie. To sukces polskiej piłki jakiego nie notowaliśmy od dawna. W zespole prowadzonym przez Marcina Dornę grywał Tomasz Prejs, bardzo utalentowany wychowanek bydgoskiego Chemika. Określenie “grywał” jest użyte właściwie, bowiem chłopaka nie znajdziesz już nawet w szerokiej kadrze. Zatracił się piłkarsko, nie wiadomo tylko czy z własnej woli, a może stało się to z niewielką pomocą najbliższych “przyjaciół”. Ponoć jest obecnie słuchaczem Akademii Piłkarskiej Legii Warszawa (rocznik 1995). Innymi słowy, jest blisko dużej piłki, lecz tylko jest, bo lądując poza nawiasem reprezentacji, jakby go nie było.

Adept Prejs, bynajmniej, to nie wyjątek. Może miał to szczęście, że znalazł się w klubie z tradycjami i przyszłością, więc jeżeli będzie pracował może za lat kilka wybiegnie na murawę Pepsi Arena przy Łazienkowej w pierwszym składzie Legii. Starsi od Tomka chłopcy już takiego zaszczytu raczej nie dostąpią. Co się stało z zawodnikami, którzy w 2002 r zdobyli dla regionu mistrzostwo Polski 13-latków? Mariusz Kowalski z Łokietka Brześć (wówczas MVP finałów) czy Krzysztof Szal z Zawiszy? Gdzie dziś w piłce funkcjonują młodsi od nich: Kamil Wiktorski (Rangers Glasgow, były już niestety reprezentant U-19) i jego rówieśnicy: Patryk Straszewski czy Jakub Mrozik, Co stało się z liczną grupą wychowanków roczników 90-tych, m.in: Kubą Bojasem, Grzegorzem Brzezińskim, Maciejem Kotem, Pawłem Tabaczyńskim, Damianem Tofilem…? Szwendają się, najdelikatniej mówiąc, po trzeciej lidze!

To konsekwencja polityki personalnej, jaką prowadzi od chwili przybycia do Bydgoszczy Radosław Osuch, właściciel pierwszoligowca. Po objęciu udziałów wyczyścił z wychowanków (poza Cuperem i Skowrońskim) klub doszczętnie. W zespołach młodzieżowych trenujących przy Gdańskiej wyczuwa się oznaki braku motywacji. Po co trenować, skoro awans do kadry pierwszego zespołu, to imaginacja. Strach pomyśleć, co by się stało z bydgoską piłką, gdyby pan Radosław zwinął po jakim czasie interes, mimo restrykcyjnych dla niego zapisów umowy z miastem. Dlatego bardziej krzepiącą wydaje się informacja, że właściciel “Zetki” zakręcił się już wokół programu szkolenia młodzieżowego zaplecza. Łaski zresztą nie robi, bo w przeciwnym wypadku pojawią się problemy z licencją w części “Kryteria sportowe”. W ekstraklasie obligiem jest posiadanie zespołu Młodej Ekstraklasy i minimum czterech drużyn młodzieżowo-juniorskich. 

A pomyśleć że w odległej przeszłości reprezentacje juniorskie wręcz naszpikowane były zawodnikami z Bydgoszczy i regionu, m.in.: Bońkiem, Bekczyńskim, Grzywaczem, Jędrzejczakiem, Kensym, Majewskim, Miłoszewiczem, Norkowskim jr., Nowakiem, Szostakiem. Łza się w oku może zakręcić.

Pograjmy, a potem pogadajmy

Zazdrość to zła cecha. Ale przyznam się, że w te dni zazdroszczę wszystkim tym, którzy mogą zakosztować uroków długiego weekendu. Tak bym chciał na Mazury, trzeba tymczasem pracować, przygotowywać gazetę na kolejne dni. I… czytać wpisy zacietrzewionych internautów. Ale może po kolei.

Względną weekendową labę zdecydowałem się rozpocząć od długiego spaceru. I proszę sobie wyobrazić, że na trasie z miejsca zamieszkania do centrum naliczyłem sześć tablic z wiele mówiącą treścią: ” Zakaz gry w piłkę”. To chyba tak przy okazji ogólnopolskiej akcji “Grajmy w piłkę.pl”. Jak zapewniał mnie ostatnio jeden z wielu znanych jej ambasadorów – Marcin Dorociński, nie wymyślono akcji, bo za pięć tygodni startują finały Euro i byłoby dobrze jeszcze bardziej upowszechnić najważniejszą z najmniej ważnych rzeczy na tym świecie. W manifeście programowym czytamy oto następujące posłanie: “Chcemy znów otworzyć miejsca do gry, by piłka nożna była łatwo, szybko i dla wszystkich dostępna. Będziemy także walczyć o otwarcie boisk szkolnych, jak również wspierać modernizację i budowę nowych miejsc do gry w piłkę. Grajmy w piłkę i pomóżmy innym, by też mogli w nią grać. Bez tej akcji piłka nożna powoli z Polski zniknie a z nią także przysłowiowi koledzy z podwórka”.

Ktoś trafnie zauważy, że z tą akcją to gruba przesada, kompletnie nie trafiony PR. Przecież “Orliki” rosną, jak przysłowiowe grzyby po deszczu ( przed finałami miało być ich 2012). Nigdy dotychczas nie pojawiło się tyle sensownych miejsc do gry w wąskim lub bardziej licznym towarzystwie. A nieprawda… Właśnie z powodu wielofunkcyjnych boisk na osiedlowych podwórkach i placach, odwrotnie, więcej zawieszono tablic zakazujących dzieciarni biegać za piłką. W zamian widzimy samoistnie parkingi, bo nasze miasta i miasteczka nie mieszczą już przybywających z każdym dniem samochodów, a na budowę nowoczesnych, wielopoziomowych parkingów nie ma pieniędzy. Albo gorzej; z młodości pamiętam, że gdy grywaliśmy z kolegami, to śmiertelnie poważne matrony wylewały na nas z okien wrzątek, byśmy się tylko wynieśli. Dziś dzieciaki, jeżeli nie mają dorosłego opiekuna, też nie mają gdzie pograć. Nie można w parkach, na skwerach; znam również przypadki, że i … boiska szkolne obwarowane są dyrektorskim zakazem (!) Dlatego informujcie, proszę(tomasz.malinowski@pomorska.pl), o podobnych dziwactwach, będę na pewno wytykał je palcem i piętnował.

A teraz z innej beczki. Zdaniem kilku internautów napisałem znów obrazoburczy tekst. Uderz w stół a nożyce się odezwą… Odezwał się właśnie działacz Chemika i coś wspominał o “dzwonie, tylko nie w tym kościele“. Ktoś inny walnął po oczach, że “wypaliłem się i nie korzystam ze źródeł“. Dla odmiany  jeszcze kilku internautów coś tam pod nosem mruczało, że czynię wycieczki w kierunku Radosława Osucha i “najlepiej żebym ustąpił miejsca młodym“. To akurat bardzo mi się podoba, ale młodych i piszących poprawną polszczyzną trudno znaleźć. Otóż tak, jeźeli ktoś uważnie i ze zrozumieniem przeczytał tytuł, a nie pozostawiał wątpliwości, to nie powinien prężyć muskułów. W kraju, po obu stronach Wisły, zawodników. którzy “zdobywają bramki lub asystują”, są setki a może i tysiące. Reprezentacja, to jednak dla nich zbyt ekskluzywny klub. Przywoływany bydgoszczanin (obecnie na usługach Legii) Tomek Prejs został (może na chwilę!) wyautowany. Pytanie brzmi: tylko z czyjej winy? Ale to akurat nie jest jądro problemu, który poruszyłem. Wychowankowie z Bydgoszczy czy innych miejscowości regionu powinni dla niego grać i basta. Jestem może romantycznym idealistą, lecz taka już moja uroda.

Dlatego zachęcam: grajmy w piłkę (bez pl), a potem zapraszam wszystkich o innych pogładach do redakcji na filiżankę kawy. Pogadamy o futbolu, przypomnę jak drzewiej bywało, a jak jest dziś. I obiecuję – nie będę się zacietrzewiał.

Euro! Wrzód na d…?

Czytam, nasłuchuję. Wygląda na to, że finały piłkarskich mistrzostw Europy w Polsce i Ukrainie, przynajmniej w moim kraju, potrzebne są, jak wrzód. I to w miejscu, gdzie plecy tracą szlachetność. Czytaj dalej…

Co nas nie zabije…

Co nas nie zabije, to nas wzmocni. Te stare polskie porzekadło przyszło mi do głowy po minionym weekendzie w sporcie. Do “gorącego” skomentowania nie brakowało bowiem wydarzeń.

Wiosna buchnęła ligową piłką. W pierwszej lidze od razu derby. Dawno kibice w Bydgoszczy (ale i z Grudziądza) nie oglądali tak emocjonującego spotkania lokalnych zespołów, w którym wydarzenia boiskowe zmieniały się niczym w kalejdoskopie. No i padło 7 bramek, co na rodzimych boiskach nie jest zjawiskiem powszednim. Z derbowego starcia obronną ręką wyszedł Zawisza. Ale goście zadali bydgoszczanom trochę ran. Rozumiem złość trenera Marcina Kaczmarka, który miał już gospodarzy “na widelcu”, ale pasmo głupich błędów spowodowało, że to zawiszanie wydarli gościom trzy punkty. Tak to w dzisiejszej piłce bywa – grasz dobrze, momentami dużo lepiej od rywala, a po końcowym gwizdku schodzisz do szatni z nosem na kwintę. Piłkarzom Olimpii punkty wymknęły się spod kontroli, ale, i tu Kaczmarek ma pełną rację, zawodnicy powinni nabrać przekonania, że mogą się w tej lidze postawić każdemu rywalowi. Mnóstwo materiału do przemyśleń zebrał po tym meczu także Janusz Kubot. Szkoleniowiec “Zetki” chyba będzie musiał się przeprosić z Andrzejem Witanem, bo Bojan Pejkow niedzielnego meczu do udanych nie zaliczy.

Pokory nabrać powinni też po inauguracji piłkarze Chojniczanki i Elany. Jeżeli definiuje się przed rozgrywkami cel w postaci awansu, to trzeba grać w piłkę serio. Błędy są wkalkulowane w tą profesję, ale trzeba się ich wystrzegać jak ognia. Przegrane obu drużyn wynikały tymczasem z pasma błędów popełnionych albo z braku koncentracji, a nie raz i umiejętności. Teraz brakowałoby tylko, żeby w szatniach obu “naszych” zespołów było grobowo. Przecież: “Co nas nie zabije…

Psioczymy na naszych ligowych sędziów od futbolu, a trzeba było zobaczyć co “wycieli” rozjemcy w decydujących momentach spotkania finałowego Ligi Mistrzów siatkarzy. Para serbsko-czeska okradła drużynę Skry z marzeń. Ciekaw jestem, czy gdyby Bierieżko zasygnalizował sędziom, że piłka po ataku Winiarskiego otarła jego dłoń, Serb zmieniłby decyzję. Rosjanin zasłużyłby wówczas na światową nagrodę Fair Play. A tak… Na pocieszenie siatkarzom Skry pozostaje, że na pewno nie wyszli z tego meczu przegrani. Poległa za to szlachetna idea Coubertina.

Zaczęli piłkarze, skończył się natomiast maraton narciarskiego Pucharu Świata. Przyznam, że byłem wiernym, choć tylko telewizyjnym, obserwatorem pojedynków Justyny Kowalczyk z Marit Bjoergen. Skończyło się, jak się skończyło. Kowalczyk zdobyła,dzięki wspaniałej postawie, niewątpliwie kolejnych sympatyków, którzy być może dotychczas zbytnio w nią nie wierzyli. Przychodzi mi do głowy, po tych czterech miesiącach ścigania się, jeszcze jedna refleksja: obie biegaczki pokazały, że możliwości ludzkiego organizmu są niezbadane. Choć mam cały czas wątpliwości, czy odrodzenie Bjoergen po klęsce w Tour de ski było wynikiem wyłącznie odpoczynku we włoskich Alpach.

Smutek i nostalgia

Jakże nieszczęśliwi muszą być młodzi chłopcy kopiący piłkę w klubach naszego regionu. Wybić się ponad rodzimą przeciętność, to jak wybrać się bez stosownego ekwipunku w Himalaje.
Po kilkunastotygodniowej nieobecności wróciłem na medialne boisko. I od razu poczułem się, jakbym dostał w łeb obuchem. Wokół ani krzty normalności. Najbardziej rozbawił mnie serial o Stadionie Narodowym. Histerię rozpętała stacja TVN 24. Jej “specjaliści” z red. Kajdanowiczem biadolili na wszystko. W oczy kłuły najbardziej apanaże ekipy nadzorującej, z obywatelem Kaplerem na czele. Zasłużył czy nie na półmilionową premię? Ktoś przecież zawierał z nim kontrakt, ktoś nie maluczki, ale co najmniej w randze ministra lub podsekretarza stanu. Prawo musi być przestrzegane, bo Polska jest państwem prawa. Śmiechu warte są dykteryjki o opóźnieniach, poślizgach. Przy takiej inwestycji to normalka. Edmund Obiała, inżynier spod Inowrocławia, nie takie jak Narodowy budował stadiony. Przy skali zadania nawet pół roku to nie żaden skandal. Ale Kaplera bronić nie mam zamiaru, bo nie wywiązał się z innego powodu. Narodowe Centrum Sportu nie przedstawiło tzw. szerokiej opinii koncepcji utrzymania Stadionu Narodowego. Nie wiemy, jak zamierza zarabiać na swoje  utrzymanie wynoszące kilkanaście milionów złotych?  Dwa, trzy mecze reprezentacji, planowany Puchar Polski czy koncert Madonny, to stanowczo za mało. Kapler poległ w negocjacjach z PZPN (chciało mieć tutaj siedzibę), nie znalazł także innych chętnych do zagospodarowania olbrzymiej powierzchni. Byłem, widziałem…
Chciałem jednak skupić na bardziej bulwersującym zjawisku. Od dawna moim konikiem jest piłka młodzieżowa. Wyczekuję sukcesów na tym polu, jak kania dżdżu. Nie mam większej frajdy, jak nasi młodzi futboliści odnotowują sukcesy indywidualne i zespołowe. Mam ostatnio jednak poczucie, że młodzi chłopcy kopiący piłkę na Kujawach i Pomorzu muszą być bardzo nieszczęśliwi. Wybić się w ich przypadku ponad rodzimą przeciętność, to jak wybrać się w Himalaje bez stosownego ekwipunku.
Tygodnik “Piłka Nożna” dokonuje, rok w rok, przeglądu największych polskich talentów. Wgryzam się więc w zestawienie redakcyjnych ekspertów i kolejny już raz spotyka mnie srogi zawód. W notowaniu za 2001 rok pojawiają się cztery brzmiące “swojsko” nazwiska. Adrian Błąd i Paweł Oleksy to jednak “towar importowany” na potrzeby pierwszoligowego Zawiszy. Wychowali się piłkarsko z dala od regionu, więc jakby nie istnieli w ogóle. Jest postać tajemnicza – Kamil Wiktorski. Gdy obecny 19-latek kopał piłkę przy ul. Gdańskiej – byłem jednym z wielu, który wróżył chłopakowi wielką piłkarską karierę. Rozmachu w jej rozwinięciu miała dodać przeprowadzka do… Glasgow. W rangersach Kamil orłem jednak nie jest. Do pierwszej drużyny protestanckiej ekipy nie przebił się, “stracił plac” też w reprezentacji Polski. Tyle o nim wiem. Czwartym “muszkieterem”: jest Kamil Kamiński. Stawiał pierwsze kroki w Solcu Kujawskim, po szkole życia w Opalenicy trafił na Łazienkowską. Chłopak ma szansę pójść śladem Kucharczyka, Wolskiego i Żyro.
Można byłoby powiedzieć: i to wszystko na ten temat. Hola, hola! Nie daruję sobie jednak, aby zapytać retorycznie o szkolenie narybku w klubach regionu. Co się stało z wielkim kapitałem juniorsko-młodzieżowej piłki w Zawiszy? W którym momencie sportowego życia są Krzysztof Szal i Patryk Straszewski, jedni z najzdolniejszych? Mógłbym w podobny sposób puścić oko do Chemika. Dawid Retlewski, Tomasz Prejs (czy kogoś może pominąłem?) także zniknęli z pola widzenia. Czepiam się, jak rzep ogona bydgoskich przykładów, ale równie dobrze podobne pytanie: gdzie oni są skierować należy do Torunia i Włocławka; w tymże funkcjonuje ośrodek Lider. W branżowym czasopiśmie “Polska piłka” trener Janusz Kubot zapowiada powstanie w Zawiszy systemu szkoleniowego podobnego do tego w Lubinie. Klasy piłkarskie w podstawówkach, gimnazjach i liceach już jednak przerabialiśmy. Z mizernymi efektami. I co? I nic! Można za przykładem szkoleniowca “Zetki” skonstatować: plany swoje, życie swoje.
Problemem naszego futbolu jest to, że powstały interesujące programy szkoleniowe, ale nie są one w prawidłowy sposób realizowane. Podglądam od czasu do czasu zajęcia grup młodzieżowych. W ćwiczeniu: przyjęcie piłki – kardynalne błędy. Na stojąco, bez balansu ciałem, optyki patrzenia, ze źle ułożoną stopą., itp, itd. A “trenerzy” widzą to i nie reagują. Pewnie dlatego rodzimego narybku, od dawien dawna, nie można doszukać się w rankingu “Piłki Nożnej”.

Wart Pac pałaca

Jeżeli komuś wydawało się, że Grzegorz Lato będzie lepszym prezesem od poprzedniego, to zaniemógł na naiwność. Michał Listkiewicz był, przy obecnym, prezesem aniołem. Czytaj dalej…

Powiedz, stary, gdzieś ty był?

Między bajki należy włożyć deklarację Radosława Osucha, że zawiesi bądź w ogóle zrezygnuje z działalności menedżerskiej. Przecież żaden funt nie śmierdzi. Czytaj dalej…

Ciary po plecach, wytrzeszcz oczu

Z tego co zdążyłem się zorientować, to pierwszy tydzień przy Gdańskiej nazwać można jedną wielką improwizacją. Czytaj dalej…

Zawis(z)a nad nami pytanie

Skoro pan Osuch deklaruje, że w cztery lata zrobi w Bydgoszczy ekstraklasę, to z radością podpiszę się pod wnioskiem o honorowe, dla niego, obywatelstwo. Tyle, że zrazu zraził mnie do siebie pierwszą decyzją personalną.

No, no, uff! Dzieje się na naszych oczach historia. W roku jubileuszu (tak, tak 65-lecia) Zawisza, na razie ten piłkarski, zmienił właściciela. Miejskiego nadzorcę zastąpił prywatny. Na dodatek, w branży futbolowej jeden z najmłodszych, jeżeli nie sztubak. To wydarzenie w ponad stuletnich dziejach sportu na Kujawach i Pomorzu nie mające precedensu. Kiedyś nie do pomyślenia, a dziś…? Posiadanie własnego klubu piłkarskiego stało się trendy.

Radosław Osuch dojrzewał do tej decyzji, jak doczytałem, długo. Teraz głosi, wszem i wobec, że menedżerką, którą się ostatnio z powodzeniem parał (czegoż on już nie robił?), nieco go znużyła. Zapragnął nowych wyzwań. Pozazdrościł, najwidoczniej, nietuzinkowym prekursorom – Cupiałowi, Rutkowskiemu, Solorzowi czy Walterowi. Sen o szpadzie!? Coś w tym rodzaju. Tak, jak sześć czy siedem lat temu, wszedł do środowiska i nie tęgo w nim zamieszał, tak teraz zamierza zmienić układ w ligowej hierarchi.

Czy ma na ten luksus pieniądze?

Najwidoczniej tak, skoro rzucił się w taki biznes. Mniemam, że ratuszowi wywiadowcy prześwietlili wcześniej drobiazgowo dossier ewentualnego właściciela Dumy Pomorza. Przyjdzie mu bowiem nie tylko inwestować własne pieniądze, ale i zarządzać także moimi/naszymi.

Skoro pan Osuch deklaruje, że w cztery (a słyszałam już że nawet i w trzy) lata zrobi w Bydgoszczy ekstraklasę, to z radością podpiszę się pod wnioskiem o honorowe, dla niego, obywatelstwo. Tyle, że zrazu zraził mnie do siebie pierwszą decyzją personalną. Zawisza to klub z charyzmą, dlatego potrzebuje charyzmatycznego trenera. Tym bardziej w sytuacji beniaminka pierwszej ligi. Janusz Kubot takiej charyzmy nie ma. Jeżeli w trenerskiej biografii za najważniejsze osiągnięcie traktuje utrzymanie pierwszoligowego Kolejarza Stróże, to pachnie mi to na samym początku amatorszczyzną. Gdy w przestrzeni pojawiła się informacja o tej nominacji, odebrałem esemesiaka tej treści:”To to mamy pierwszego spadkowicza”.

Odkreślmy jednak grubą kreską rzeczy, które miały miejsce kiedyś. Zacznijmy nowe życie Przed duetem Osuch (dwa w jednym – prezes i dyrektor sportowy) – Kubot teraz trzydzieści dni i nocy do zbudowania Zawiszy silnego i zdolnego powalczyć z, podobnie jak Zawisza, znanymi ligowymi markami – Arką, GKS Katowice, Pogonią, Polonią Bytom czy Wartą.

Czy im obu uda się? Sam chciałbym znać odpowiedź.

Czytaj dalej…